Co to jest psychoterapia?

Psychoterapia to leczenie rozmową. Ale to zupełnie inna rozmowa, niż z koleżanką przy kawie.

Jeśli jesteście dociekliwi, znajdziecie w sieci i w literaturze wiele odpowiedzi na to pytanie. Do mnie najbardziej przemawia proste i celne wyjaśnienie, jakie daje Nancy McWilliams w książce „Psychoterapia psychoanalityczna”. Psychoterapia to leczenie rozmową. Ale to zupełnie inna rozmowa, niż z koleżanką przy kawie. Jaka to rozmowa i dlaczego pomaga? Postaram się to wytłumaczyć na podstawie tego, co wiem, a może bardziej nawet — na podstawie własnego doświadczenia. Z pewnością to, co napiszę, nie wyczerpie tematu. Nie uważam też, żeby to było jedyne słuszne rozumienie psychoterapii. Będzie moje, a więc subiektywne i będzie czerpało z podejścia psychodynamicznego, które jest mi najbliższe. No to do rzeczy.

Wbrew obiegowym opiniom psychoterapia nie polega na udzielaniu porad, pocieszaniu, mówieniu komplementów czy trzymaniu za rękę i podawaniu chusteczek. Nie jest, jak często mówią krytycy psychoterapii, płatną przyjaźnią dla samotnych. Terapeuci nie mówią: „nie martw się”, „wszystko będzie dobrze”, „uwierz w siebie”, „jesteś fantastyczny”. Wszystkie te rzeczy robią z najlepszymi intencjami rodzina i przyjaciele, ale często nie wystarcza to, żeby pomóc.

Psychoterapia nie jest też leczeniem takim jak np. u dentysty, gdzie pacjent jest raczej obiektem zabiegów leczniczych niż aktywnym uczestnikiem. Ktoś znajomy zapytał mnie ostatnio: „To chyba nie jest łatwo wyciągnąć kogoś z depresji?”. Wyciągnąć kogoś — to się nie da. Można mu pomóc z niej wyjść, jeśli będzie tego chciał i będzie współpracował. To tak, jak tym w starym dowcipie o psychologach i zmienianiu żarówki. Żarówka sama musi chcieć się zmienić. I pacjent musi chcieć coś zmienić, inaczej terapeuta nie pomoże mu, choćby dał z siebie wszystko.

Terapia nie polega też na obwinianiu za wszystkie nieszczęścia rodziców. To prawda, że warto mieć świadomość, w jaki sposób relacje z nimi na nas wpłynęły. Ale nie o to chodzi, żeby zrzucać na nich odpowiedzialność za obecne kłopoty. Dobra terapia skutkuje raczej tym, że to my czujemy się bardziej odpowiedzialni za swoje życie.

Wracając do podstawowego pytania — jaka jest ta lecząca rozmowa? Skoro terapeuci nie robią tego wszystkiego, co nasi bliscy, to co właściwie robią? Przede wszystkim starają się nas zrozumieć i dotrzeć do istoty problemu. Chcą poznać szeroki kontekst naszych trudności i przyjrzeć im się z różnych stron, żeby pomóc nam je zobaczyć z innej perspektywy. Zastanawiają się, czy problem wynika z aktualnej sytuacji życiowej, czy bardziej ze sposobu, w jaki myślimy i przeżywamy (choć możliwe, że z jednego i drugiego). Starają się wczuć w naszą sytuację, jednocześnie nie tracąc z oczu istotnych okoliczności: ważnych wydarzeń z naszego życia i innych rzeczy, które nas ukształtowały.

Rozmowa terapeutyczna pomaga uświadomić sobie, z czego wynikają aktualne kłopoty, dostrzec powtarzające się schematy oraz utrudniające życie przekonania i zastanowić się, czy chcemy je zmieniać. A jeśli tak, to w jakim kierunku mają iść te zmiany.

Taka rozmowa może też pomóc zrozumieć, co nam nie pozwala ruszyć z miejsca: zmienić pracy, zbudować związku, wyprowadzić się od rodziców, mimo że bardzo tego chcemy. Jakie wcześniejsze doświadczenia wpłynęły na to, że teraz myjemy ręce zdecydowanie zbyt wiele razy dziennie albo obawiamy się wystąpień publicznych. I często okaże się, że do tych doświadczeń trzeba będzie wrócić i przeżyć jeszcze raz towarzyszące im uczucia, żeby dało się coś zmienić w teraźniejszości. Takie katharsis czy odreagowanie w obecności empatycznego i wspierającego terapeuty przynosi ulgę i w początkach psychoterapii uważano, że powinno wystarczyć, by nastąpiła poprawa. Później okazało się, że często potrzeba czegoś więcej — ale o tym zaraz. W skrócie można powiedzieć, że rozmowa terapeutyczna pomaga nam siebie zrozumieć. Niektórzy mówią, że rozumienie to już połowa sukcesu, ale przydałaby się jeszcze druga połowa. Jaka?

Druga połowa to doświadczenie. Doświadczenie nowego rodzaju relacji, która pomaga przekroczyć to, co przeszkadza zmianie. I o tym doświadczeniu trudniej jest opowiedzieć, bo niektóre jego aspekty trudno uchwycić (chciałoby się powiedzieć, że trzeba tego doświadczyć na własnej skórze). Mimo wszystko spróbuję.

Kiedy już wiemy, skąd wzięły się nieprzyjemne objawy i dlaczego w jakiejś sytuacji reagujemy inaczej, niż byśmy chcieli, możemy iść dalej. Staramy się określić, czego potrzeba, by było łatwiej. Zastanawiamy się też, jak byśmy chcieli się zachować (zamiast tak, jak zwykle). Następnym krokiem jest wypróbowanie tego nowego zachowania w bezpiecznych warunkach, czyli w gabinecie terapeuty. Z jego wsparciem łatwiej odważyć się na taki krok. Mając obok życzliwą osobę, z którą można potem omówić sytuację i swoje uczucia z nią związane, chętniej sięgniemy po inne, lepiej nam służące rozwiązania.

To trochę tak, jakbyśmy byli w piaskownicy i pod troskliwą opieką rodzica uczyli się czegoś nowego, zanim będziemy mogli wykorzystać te umiejętności w samodzielnym życiu. Kiedy nie uda się babka czy zamek z piasku, nic się nie stanie. Rodzic pocieszy dziecko, ukoi jego rozczarowanie i pomoże zbudować kolejny zamek. W ten sposób łatwiej nabierzemy odwagi i wiary we własne siły, niż gdybyśmy od początku próbowali wszystko zrobić sami.

Gabinet terapeuty może być właśnie taką piaskownicą: bezpiecznym miejscem, gdzie uczymy się nowych rzeczy. Nie po to, aby w tej piaskownicy zostać, ale żeby z tymi umiejętnościami wyruszyć w świat. Do niektórych przemawia także metafora placu manewrowego: dopiero gdy nauczymy się bezpiecznie jeździć na placu, wyruszamy samochodem na ulicę. Tak samo może być podczas terapii: kiedy jesteśmy już zadowoleni z „ćwiczeń” w gabinecie, możemy spróbować zastosować to samo w innych relacjach. Tu także przyda nam się wsparcie terapeuty, któremu będziemy mogli później opowiedzieć, jak poszło.

To eksperymentowanie z nowymi zachowaniami jest ważną częścią terapii, bez której nie przełoży się ona na zmiany w życiu. Samo rozumienie, dlaczego jakoś się zachowujemy, to za mało. Potrzeba jeszcze dobrych warunków do tego, by uczyć się radzić sobie inaczej. Wielu specjalistów podkreśla, że ważnym czynnikiem leczącym jest sama relacja — to, że jest przy nas ktoś życzliwy, kto uważnie słucha, powstrzymuje się od oceniania i troszczy się o nas. Dzięki temu jesteśmy w stanie najpierw przyjąć to, czego woleliśmy o sobie nie wiedzieć (bo jest niewygodne czy bolesne), a potem starać się to zmienić w taki sposób, by nie przysparzało już więcej cierpienia.

Podczas terapii długoterminowej to właśnie w relacji z terapeutą będą się działy najciekawsze rzeczy. Z czasem zaczniemy widzieć go tak, jak widzieliśmy naszych opiekunów (najczęściej rodziców) jako dzieci i czuć do niego podobne emocje. Na tym polega to słynne przeniesienie, które zaobserwował już Freud. Dzięki niemu można dużo się o sobie dowiedzieć i często są to rzeczy, z których inaczej nie sposób zdać sobie sprawę. Przeniesienie daje więc dostęp do uczuć, które nauczyliśmy się skutecznie zamiatać pod dywan… I wprawdzie wtedy nam to w czymś pomagało, ale teraz może siać spustoszenie w naszych związkach, pracy, przyjaźniach. W terapii możemy zmierzyć się z dawnymi emocjonalnymi kłopotami i tym razem rozwiązać je w konstruktywny sposób.

Taka relacja pozwala też zobaczyć, jak to jest być z kimś blisko w inny sposób, niż byliśmy z rodzicami. Bo niekoniecznie ten sposób był niedobry — rzecz w tym, że zwykle nie znamy żadnego innego. Potem idziemy w dorosłe życie i próbujemy być blisko z innymi, którzy nauczyli się w swoich rodzinach odmiennych sposobów. Aby te bliskie związki mogły być satysfakcjonujące, przydaje się trochę otwartości na to, że można być blisko rozmaicie. A takiej otwartości można nabrać właśnie w terapii, kiedy doświadczy się tego, że może być blisko, ale inaczej, niż to było w naszej rodzinie. I że to od nas w dużej mierze zależy, jakie będzie to nasze „blisko”.

Autor:

Joanna Piekarska

Psychoterapeutka i dziennikarka, związana zawodowo z Pracownią Dialogu w Warszawie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *